 |  |
Z przekształceń własnościowych nie będą mogły jednak skorzystać spółki Skarbu Państwa lub gmin i Polski Związek Działkowców. Wykup nie obejmie też gruntów, wobec których toczy się postępowanie, którego celem jest nabycie działki pod inwestycje publiczne. Takie rozwiązania zawiera przygotowana przez posłów PO nowelizacja ustawy o gospodarce nieruchomościami. W piątek zaakceptował ją bez żadnych poprawek Senat. Prezydent ma 3 tygodnie na jej podpisanie. Nowe przepisy wejdą w życie po 30 dniach od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw, czyli jeszcze jesienią.
Z przekształceń będą mogli skorzystać wszyscy użytkownicy wieczyści oraz ich następcy – zarówno osoby fizyczne, jak i osoby prawne – jeśli użytkowanie wieczyste przysługiwało im od 13 października 2005 r. Dziś szansy na wykup nie mają firmy, które grunty wykorzystują pod działalność gospodarczą, np. wybudowały biurowce. Z takiego prawa mogą korzystać tylko osoby fizyczne i osoby prawne, które dysponują gruntami na potrzeby mieszkaniowe lub rolne.
Przy przekształceniach na nieruchomościach Skarbu Państwa osobom fizycznym będą przysługiwać 50-proc. bonifikaty. Przedsiębiorcy nie skorzystają z takiej możliwości. Na gruntach miast wysokości bonifikat uregulują same samorządy.
Nowe przepisy ograniczą także plagę podwyżek opłat rocznych.
|
"Rzeczpospolita", 8 marca 2010
(...) Pośredniczka Joanna Lebiedź z agencji Lebiedź i Lebiedź ocenia, że na wartości nie stracą grunty w mieście. Takiej pewności nie można jednak mieć w przypadku działek poza nim.
– Gminy uchwalają różne plany zagospodarowania. Jeśli okazałoby się, że nasza piękna działka pod lasem leży obok planowanej, powiedzmy, za 30 lat autostrady czy spalarni śmieci, jej wartość będzie już inna – tłumaczy Joanna Lebiedź. Według niej czas na inwestowanie w ziemię jest dziś jednak bardzo dobry, bo ceny wielu działek znacznie spadły. Nie ma jednak co liczyć, że za 100–200 tys. zł znajdziemy działkę na obrzeżach Warszawy.
–– Za tyle możemy szukać parceli w okolicach Modlina, Płońska czy Zakroczymia. Generalnie trzeba się nastawić na odległość 40 – 50 km od centrum miasta – mówi pośredniczka . Joanna Lebiedź z agencji Lebiedź i Lebiedź ocenia, że na wartości nie stracą grunty w mieście. Takiej pewności nie można jednak mieć w przypadku działek poza nim.– Gminy uchwalają różne plany zagospodarowania. Jeśli okazałoby się, że nasza piękna działka pod lasem leży obok planowanej, powiedzmy, za 30 lat autostrady czy spalarni śmieci, jej wartość będzie już inna – tłumaczy Joanna Lebiedź. Według niej czas na inwestowanie w ziemię jest dziś jednak bardzo dobry, bo ceny wielu działek znacznie spadły. Nie ma jednak co liczyć, że za 100–200 tys. zł znajdziemy działkę na obrzeżach Warszawy.
Joanna Lebiedź ocenia, że grunty powinny być jeszcze tańsze. – Jeśli ktoś za 1 tys. mkw. gruntu w Łomiankach żąda ok. 500 – 600 tys. zł, a obok na podobnej działce deweloper sprzedaje dom bez podłóg i białego montażu za 600 – 700 tys. zł, to trzeba nie mieć zdrowego rozsądku, aby wybrać goły plac zamiast praktycznie gotowego domu – podkreśla pośredniczka.(...)
|
"Forum rynku nieruchomości" kwiecień 2008
--> Aktualna sytuacja na rynku nieruchomości w Warszawie i okolicach. 2008-04-10 Zarówno analitycy rynku nieruchomości, jak i inwestorzy tego rynku od dłuższego czasu zadają sobie pytanie – w którą stronę pójdzie rynek nieruchomości, czy już warto w nie zainwestować, czy jeszcze trochę poczekać. Wszyscy doskonale pamiętamy, że rok temu, właśnie o tej porze mieliśmy do czynienia z masowym wykupem nieruchomości (w tym zwłaszcza mieszkań i działek budowlanych), co spowodowało niesamowity wzrost cen w obu tych segmentach rynku. Ku zadowoleniu deweloperów, a także sprzedających, inwestorzy „tłocząc się” przy każdej oferowanej nieruchomości, sami doprowadzili do lawinowego wzrostu cen ofertowych, i w konsekwencji do wzrostu cen transakcyjnych nieruchomości. Wszyscy dobrze wiemy, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, a więc częstymi przypadkami była sprzedaż ciągu podobnych nieruchomości za cenę coraz wyższą i wyższą. W pewnym momencie, sprzedający, przekonani o braku „punktu nasycenia” nieruchomościami, a także o nieograniczonych możliwościach finansowych kupujących, spowodowali „wywindowanie cen” do poziomu abstrakcyjnie wysokiego, w dodatku, niczym nieuzasadnionego. I tak, z początkiem okresu wakacyjnego, mamy do czynienia ze stopniowych schłodzeniem rynku, małą ilością transakcji i bardzo powolnym „urealnianiem cen” przez sprzedających. Jesień 2006, to bardzo nietypowa jesień, która w ubiegłym roku nie przyniosła wzrostu ilości transakcji. To już daje do myślenia. W zasadzie, do dnia dzisiejszego, nie można zaobserwować zdecydowanego ożywienia rynku. Dlaczego tak się dzieje? Otóż. Rynek ten cechuje dość duża bezwładność. To znaczy, że sprzedający, którzy dopiero co mieli do czynienia z masowym wykupem każdej nieruchomości za dowolnie podnoszoną cenę, dość długo pamiętają o okresie wspaniałej prosperity, i bardzo ciężko przychodzi im podjąć decyzję o konieczności obniżenia ceny ofertowej. W przypadku braku przymusu sprzedaży, właściciele nieruchomości „czekają” na dobrego kupca. Ale już, w przypadku osoby, która zamierza nabyć inną nieruchomość za środki uzyskane za sprzedaż obecnie posiadanej, jeśli jeszcze istnieje komponenta przymusu czasowego, sprzedający szybciej „schodzą na ziemię” i decydują się obniżyć cenę. Podobnie rzecz ma się w przypadku niektórych deweloperów, obciążonych odsetkami za kredyty zaciągnięte na poczet realizowanej inwestycji. I właśnie w takich przypadkach, kiedy sytuacja życiowa zmusza do szybkiej realizacji transakcji, do szybkiego uzyskania środków, sprzedający schodzą z obłoków na ziemię, ustawiają cenę ofertową na poziomie rynkowym, i dzięki temu znajdują nabywcę na swoją nieruchomość. Dziś obserwujemy powolny spadek cen mieszkań. Niestety, zainteresowanie mieszkaniami jest nadal niewielkie. Rynek działek budowlanych, (poza tymi w obrębie samego miasta Warszawa, pod budownictwo wielorodzinne), stanął. Trudno się dziwić zresztą, że kupujący wybiera dom w stanie deweloperskim na Bielanach wyceniony na 980.000 PLN (wszystkie instalacje, piec grzewczy, z zewnątrz wykończony „na gotowo”), a nie 1000m2 nieuzbrojoną działkę położoną w Łomiankach (pod budownictwo jednorodzinne), którą właściciel wystawia do sprzedaży za cenę 1.200.000,00 PLN. Pomalutku, spokojnie, ceny spadają, a transakcje, z którymi mamy do czynienia to te, gdzie sprzedający urealnili ceny wywoławcze oferowanych nieruchomości. Mimo pozornej łatwości w uzyskaniu kredytu na zakup wymarzonej nieruchomości, klienci zderzają się z brutalną rzeczywistością. Ceny nieruchomości, w okresie niebywałej koniunktury wzrosły kilkakrotnie, a niestety w tym samym czasie portfel typowego „Kowalskiego” pozostał prawie na tym samym poziomie. Tym samym, w wielu przypadkach, klienci nie mają zdolności kredytowej, i tym samym do transakcji nie dochodzi. . Wydaje się, że ceny powinny czas jeszcze jakiś spadać. Powinno być tak tym bardziej, że kupujący, którzy nieco otrzeźwieli po zeszłorocznej panice, czekają na realizację inwestycji do momentu spadku cen do minimum. Niedługo wakacje, a więc znów zwyczajowe spowolnienie rynku. To powinno dać do myślenia sprzedającym. Jak będzie, życie pokaże, jednak niewielka ilość transakcji wskazuje, że kierunek jest jeden. Joanna Lebiedź Artykuł ukazał się w numerze kwietniowym FRN – 7 kwietnia 2008 roku
|
|

"Rzeczpospolita", 8 marca 2010
(...) Pośredniczka Joanna Lebiedź z agencji Lebiedź i Lebiedź ocenia, że na wartości nie stracą grunty w mieście. Takiej pewności nie można jednak mieć w przypadku działek poza nim.
– Gminy uchwalają różne plany zagospodarowania. Jeśli okazałoby się, że nasza piękna działka pod lasem leży obok planowanej, powiedzmy, za 30 lat autostrady czy spalarni śmieci, jej wartość będzie już inna – tłumaczy Joanna Lebiedź. Według niej czas na inwestowanie w ziemię jest dziś jednak bardzo dobry, bo ceny wielu działek znacznie spadły. Nie ma jednak co liczyć, że za 100–200 tys. zł znajdziemy działkę na obrzeżach Warszawy.
–– Za tyle możemy szukać parceli w okolicach Modlina, Płońska czy Zakroczymia. Generalnie trzeba się nastawić na odległość 40 – 50 km od centrum miasta – mówi pośredniczka . Joanna Lebiedź z agencji Lebiedź i Lebiedź ocenia, że na wartości nie stracą grunty w mieście. Takiej pewności nie można jednak mieć w przypadku działek poza nim.– Gminy uchwalają różne plany zagospodarowania. Jeśli okazałoby się, że nasza piękna działka pod lasem leży obok planowanej, powiedzmy, za 30 lat autostrady czy spalarni śmieci, jej wartość będzie już inna – tłumaczy Joanna Lebiedź. Według niej czas na inwestowanie w ziemię jest dziś jednak bardzo dobry, bo ceny wielu działek znacznie spadły. Nie ma jednak co liczyć, że za 100–200 tys. zł znajdziemy działkę na obrzeżach Warszawy.
Joanna Lebiedź ocenia, że grunty powinny być jeszcze tańsze. – Jeśli ktoś za 1 tys. mkw. gruntu w Łomiankach żąda ok. 500 – 600 tys. zł, a obok na podobnej działce deweloper sprzedaje dom bez podłóg i białego montażu za 600 – 700 tys. zł, to trzeba nie mieć zdrowego rozsądku, aby wybrać goły plac zamiast praktycznie gotowego domu – podkreśla pośredniczka.(...)
"Rzeczpospolita", 22 luty 2010
(...) Marzeniem znacznej części naszego społeczeństwa jest, aby o obecnym załamaniu na rynku nieruchomości, podobnie, jak o dotkliwie nam panującej zimie, można było wreszcie zacząć mówić w czasie przeszłym. Na pewno zapaść, z jaką mamy do czynienia od końca 2007 roku jest najgłębszym kryzysem rynku nieruchomości od ponad dwudziestu lat. Oba poprzednie załamania koniunktury (2000/2001, a wcześniej 1992/93) trwały krócej, a korekty cen były niższe. Przede wszystkim jednak, o nich możemy mówić w czasie przeszłym. W 2007 roku, kryzys dopadł cały sektor gospodarki, związany bezpośrednio, bądź pośrednio z nieruchomościami. Ten kryzys różni się od poprzednich tym, że spadamy z ogromnej wysokości. Przed jego nastaniem mieliśmy do czynienia z rozległą paniką i masowym wykupem nieruchomości w owczym pędzie, co w konsekwencji wywindowało ceny do astronomicznego poziomu . Niedługo potem doszły ogromne problemy z dostępnością kredytów – i ( używając terminologii motoryzacyjnej) już nawet nie zaciągamy hamulca, ale mamy wrzucony wsteczny bieg. Sprzedający nie mogą sprzedać, więc albo obniżają ceny, albo pozostają właścicielami swoich nieruchomości. Kupujący nie dostają kredytów, a więc nie kupują. Banki nie udzielają kredytów, a więc nie zarabiają na ich udzielaniu. Notariuszom znacząco spada ilość aktów notarialnych kupna/sprzedaży nieruchomości. Pośrednicy nie mają ruchu, wielu zamyka dobrze dotąd prosperujące, znane i szanowane biura obrotu nieruchomościami. Deweloperzy borykają się ze sprzedażą dawno ukończonych inwestycji, co blokuje im rozpoczęcie kolejnych. Firmy budowlane nie budują, ponieważ nie mają zleceń, a niektóre są likwidowane. Sprzedawcy materiałów budowlanych mają pełno towaru na składzie i bardzo mało zainteresowanych jego kupnem. Firmy transportujące towar czekają na zlecenia . I tak, wszystko, co związane z budowlanką i nieruchomościami – tkwi sobie w zapaści i czeka. Z coraz większą niecierpliwością wypatrując końca tego chocholego tańca ogólnej niemocy w nieruchomościach i marzy, aby o obecnym, naprawdę dotkliwym kryzysie dało się - podobnie, jak o tegorocznej zimie i śniegu – mówić już tylko w czasie przeszłym. (...)
"Rzeczpospolita", 01.02.2010
– Umowa o najem okazjonalny ma być zawierana na czas oznaczony, nie dłuższy niż dziesięć lat – przypomina pośredniczka Joanna Lebiedź z agencji działkę w pobliżu planowanej obwodnicy czy z pogmatwanym stanem prawnym. Sprzedający mają zwyczaj nieinformowania o istotnych mankamentach oferty, np. o tym, że gruntdziałkę w pobliżu planowanej obwodnicy czy z pogmatwanym stanem prawnym. Sprzedający mają zwyczaj nieinformowania o istotnych mankamentach oferty, np. o tym, że gruntdziałkę w pobliżu planowanej obwodnicy czy z pogmatwanym stanem prawnym. Sprzedający mają zwyczaj nieinformowania o istotnych mankamentach oferty, np. o tym, że gruntnieruchomości Lebiedź i Lebiedź. Dodaje, że w ten sposób mogą być wynajmowane mieszkania, których właścicielami są osoby fizyczne nieprowadzące działalności w tym zakresie. Najem opodatkowany jest stałą zryczałtowaną stawką na poziomie 8,5 proc. – niezależnie od wysokości przychodu.
Przypomnijmy, najem okazjonalny regulują przepisy z 17 grudnia 2009 r. o zmianie ustawy o ochronie praw lokatorów. Prezydent ustawę podpisał 8 stycznia br.
Można eksmitować Umowa o najem okazjonalny daje właścicielom mieszkań możliwość eksmisji nierzetelnych najemców bez postępowania sądowego. Aby takie rozwiązanie było jednak możliwe, trzeba będzie spełnić kilka warunków. Załącznikiem do umowy powinno być oświadczenie najemcy – w formie aktu notarialnego – o poddaniu się ewentualnej egzekucji i zobowiązaniu do wyprowadzki z lokalu. Trzeba też sporządzić oświadczenie, w którym zostanie wskazany lokal, do którego miałby zostać eksmitowany najemca. Właściciel takiego lokalu powinien też dołączyć dokument mówiący o tytule prawnym pozwalającym mu na dysponowanie nim oraz o wyrażeniu zgody na zamieszkanie w nim najemcy. Takie oświadczenie powinno być poświadczone notarialnie.
Jak przypomina Joanna Lebiedź, o zawarciu takiej umowy trzeba powiadomić urząd skarbowy. Jeśli właściciel lokalu tego nie zrobi, przepisy o najmie okazjonalnym zostaną wyłączone na rzecz pełnej regulacji praw lokatorów. Oznacza to, że właścicielowi mieszkania może być trudno pozbyć się najemcy.
Pośrednicy zauważają, że nowe przepisy są korzystne dla właścicieli nieruchomości. – Dotychczas nie byli oni dostatecznie chronieni przed nieuczciwym najemcą. Aby go usunąć, trzeba było przeprowadzić postępowanie sądowe, a potem dopiero – eksmisję komorniczą – mówi pośrednik Cezary Szubielski, dyrektor żoliborskiego biura Krupa Nieruchomości. – Teraz procedura usunięcia najemcy staje się znacznie prostsza, wymaga jedynie nadania aktowi notarialnemu klauzuli wykonalności oraz złożenia go u komornika. Pomijamy również konieczność dowodzenia swoich racji przez właściciela – ocenia Cezary Szubielski.
Według Joanny Lebiedź nowe przepisy pomogą ograniczyć szarą strefę, czyli wynajmowanie mieszkań na czarno.
– Dużo korzystniejsze jest zgłoszenie wynajmu do urzędu skarbowego i odprowadzanie podatku niż brak możliwości pozbycia się niepłacącego lokatora – ocenia Joanna Lebiedź.
Kto przyjmie pod dach Jakie niedogodności wiążą się z nowymi przepisami? – Problemem może być uzyskanie zgody osoby trzeciej na przyjęcie pod dach eksmitowanego najemcy. Generalnie kłopotliwe może być też zgromadzenie wszelkich dokumentów i poświadczeń notarialnych, jakich wymaga ustawodawca – mówi Joanna Lebiedź.
"Rzeczpospolita", 28.12,2009
...Gwałtowny spadek transakcji, niewielu chętnych na domy i działki budowlane. W mijającym roku największym zainteresowaniem w Warszawie cieszyły się nieduże, najtańsze lokale. Ten rok nie był najlepszy, ale łatwiej było o negocjacje i okazje
Według Joanny Lebiedź, pośredniczki z agencji nieruchomości Lebiedź i Lebiedź, to był czarny rok rynku nieruchomości. – Kryzys, zapaść, brak kredytów, brak gotówki i – w niektórych przypadkach – ciągle wysokie ceny, zamykające się biura nieruchomości, pośrednicy poszukujący innego źródła dochodu – wylicza Joanna Lebiedź. Dodaje, że spadek liczby transakcji to w konsekwencji mniejsza liczba zawieranych aktów notarialnych. – To wszystko przekłada się na branżę budowlaną, na sprzedaż materiałów i usług. Wiele firm budowlanych przestaje istnieć, wiele ogłasza upadłość. Marazm to bardzo delikatne określenie na mijający rok – ocenia pośredniczka....
– Dna z pewnością nie osiągnęliśmy – uważa pośredniczka. Jednym z czynników jest strach banków przed udzielaniem kredytów. – Poprzeczka zdolności kredytowej jest na poziomie niedostępnym dla Kowalskiego. Procedury bankowe to gehenna wymagająca zarobków stanowiących wielokrotność średniej krajowej. Co z tego, że strony wynegocjują warunki, zawrą umowę przedwstępną, skoro banki nie udzielą kredytu? Nawet rozsądne, spadające ceny nieruchomości nie są więc czynnikiem, który mógłby uruchomić rynek – tłumaczy Joanna Lebiedź.
"Rzeczpospolita", listopad 2009
...Mieszkań deweloperskich, sprzedawanych z pierwszej ręki u pośredników jest jednak niewiele. Zdecydowanie więcej jest nowych ofert, które są odsprzedawane, więc pochodzą już z drugiej ręki – zauważa Joanna Lebiedź z agencji Lebiedź i Lebiedź. – Deweloperzy przeważnie mają swoje własne biura sprzedaży. Rachunek ekonomiczny jest prawdopodobnie taki sam: wydadzą pieniądze na swoje biuro i pensje pracowników albo na wynagrodzenie dla pośrednika, który nie musi od początku uczyć się sprzedawania, bo zajmuje się tym zawodowo.
--> Jak dodaje Joanna Lebiedź, w takich przypadkach biura pośrednictwa zajmują się sprzedażą od A do Z. – Jest to wygodna opcja dla dewelopera, bo to na nasze barki spada obowiązek prezentacji ofert, ustalania warunków transakcji, rezerwacji poszczególnych mieszkań, z podpisaniem umów rezerwacyjnych włącznie. Inwestor często poznaje kontrahenta dopiero, gdy otrzyma od nas umowę rezerwacyjną – tłumaczy Joanna Lebiedź. Jej zdaniem renomowane biuro pośrednictwa daje deweloperom dużą wartość dodaną, jaką jest uwiarygodnienie inwestora w oczach klienta. – Jest to ważne w przypadku mniej znanych inwestorów – uważa pośredniczka z Lebiedź i Lebiedź. I zastrzega, że deweloperskie lokale kupowane u pośredników nie są droższe od tych dostępnych bezpośrednio w biurach inwestorów. – Jeśli deweloper oddaje nieruchomość w ręce pośrednika, ten nie dodaje do jej ceny żadnego wynagrodzenia, bo byłoby to strzałem w kolano. Kupujący nie płaci więc pośrednikowi. Koszty sprzedaży ponosi deweloper – podkreśla Joanna Lebiedź. Według niej, kupując deweloperski lokal u pośrednika, można się czuć bezpiecznie. – Na pewno inwestycja jest prześwietlona. Sprawdzone są pozwolenia na budowę i inne dokumenty – np. te świadczące o własności nieruchomości. I co najważniejsze: pośrednik nie dopuści do takiego sformułowania umowy przedwstępnej, które stawiałoby którąkolwiek ze stron umowy w korzystniejszej sytuacji. Przypomnijmy sobie rok 2007, galopadę cen i często spotykany wówczas wśród deweloperów zwyczaj zrywania umów przedwstępnych, a następnie powtórne sprzedawanie tej samej nieruchomości za zupełnie inną cenę – wylicza pośredniczka z Lebiedź i Lebiedź. – Gdyby oferta dewelopera nie spełniła oczekiwań kupującego, biuro pośrednictwa może zaproponować inną ofertę, co jest kolejnym atutem....
"Forum rynku nieruchomości" - "Życie warszawy styczeń 2009
Styczeń każdego roku to były finalizacje umów zaawansowanych jeszcze w ostatnim kwartale poprzedniego roku. Ten styczeń jest inny. Transakcji praktycznie brak. To nie jest opinia jednostkowa, czyli zbudowana na podstawie wydarzeń w naszej firmie. Gdziekolwiek nie spojrzeć, zdanie pośredników jest takie samo: handlu nie ma. Wielu notariuszy, z którymi współpracujemy odnotowuje 40-50% mniejszy obrót, z powodu braku transakcji na rynku nieruchomości. O liczbach trudno mówić, gdy jedna z kancelarii obsługująca dość „dużą” firmę, w ciągu trzech miesięcy miała jeden akt notarialny sprzedaży przysporzony przez tę firmę. Prognozy??? Znowu podeprę się zdaniem kolegów-pośrednikówi (i swoim własnym, oczywiście): NIE MA OBECNIE ŻADNEGO POWODU, ABY NIERUCHOMOŚCI NIE KUPOWAĆ!!! · Ogromna ilość nieruchomości została „przeceniona” o kilkanaście, czasem kilkadziesiąt procent „w dół” (w przypadku konieczności szybkiej sprzedaży, mamy do czynienia nawet z przecenami rzędu 40-50% w dół) · Na rynku jest naprawdę wiele okazji. Banki liberalizują politykę kredytową. Są mieszkania o niebywale niskiej cenie za metr kwadratowy. Podobnie z działkami i domami. Inwestycje deweloperskie są tańsze. Dlatego, to właśnie teraz jest dobry czas na kupowanie nieruchomości. W jednej z wczorajszych publikacji pojawiło się stwierdzenie – że poniżej pewnej granicy nieruchomości NIE STANJEJĄ!!! To oczywista oczywistość. Jeśli dziś ktokolwiek twierdzi, że na wiosnę działki stanieją o 50% - niech może poda punkt odniesienia! W stosunku do czego te 50%? Do cen sprzed roku??? Do wyśrubowanych astronomicznych zeszłorocznych pobożnych życzeń?? Czy może do obecnie spotykanych już urealnionych cen??? Cudne są stwierdzenia: stanieje o 30-40%. I to klient czyta, analizuje Zapamiętuje. Ale ja pytam: W STOSUNKU DO CZEGO O 30-40%??? Przecież mamy już całą masę nieruchomości PRZECENIONYCH, i dalszy spadek o 50%, oznaczałby, w niektórych przypadkach, że mam zamiar sprzedaż ZA DARMO??? Czy za 10% procent wartości??? Ani deweloper, ani inny właściciel takiej, czy innej nieruchomości poniżej pewnego poziomu NIE ZEJDZIE, a więc nie ma co oczekiwać, że mieszkania w Warszawie kupimy na wiosnę za 1000 zł/m2, a działkę budowlaną za 100 zł/m2. Nie na wiosnę, ale już teraz, jeśli ktokolwiek ma zamiar kupić nieruchomość, niech rozpocznie od dokładnej analizy tematu. Niech poszuka. Policzy. Poszpera w danych sprzed roku. Stara prawda o inwestowaniu wtedy, gdy nikt inny tego nie robi – i tym razem się sprawdzi. Jeśli jest coś ciekawego, nie ma co czekać, bo okazja ma to do siebie – że jest okazją, i jeśli ktoś jej nie wykorzysta, zrobi to kto inny. A zgodnie z opiniami analityków rynku – aż takich cudów, tak głębokich przecen, o jakich się pisze, raczej nie ma co oczekiwać.Joanna Lebiedź
"Rzeczpospolita", luty 2009
...W połowie lutego 2009 możemy z całą pewnością zauważyć, że trudna sytuacja w gospodarce, w wielu przypadkach zasiliła rynek nieruchomości w prawdziwe okazje. Deweloperzy są bardziej skłonni do ustępstw. Banki coraz częściej ponawiają oferty kredytowania zakupu nieruchomości nawet do 100% wartości. Wielu sprzedających, stojących przed koniecznością spieniężenia swoich nieruchomości obniża ceny ofertowe, a obniżki te sięgają czasem nawet do 50% ceny oczekiwanej jeszcze pól roku temu. Kupujący może przebierać w ofertach. I może negocjować. Wielu inwestorów i graczy rynkowych wie doskonale, że to jest najbardziej właściwa chwila do inwestowania w nieruchomości. Dlatego też, dziwią mnie niektóre komentarze o dalszych „głębokich” spadkach cen nieruchomości. W niektórych wypowiedziach pojawiają się opinie o korekcie rynku rzędu 30-50%. Stwierdzenia takie mogą być uzasadnione jedynie w przypadku tych nieruchomości, które nadal wystawiane są przez właścicieli w astronomicznych cenach. Jednak w przypadku tych mieszkań, domów, czy gruntów, gdzie właściciele reagują elastycznie na zmiany koniunktury, gdzie cena wywoławcza obniżona została już o 30% (w skrajnych przypadkach o 50%) w stosunku do ceny sprzed roku - takich obniżek z pewnością nie będzie. Ani deweloper, ani właściciel nieruchomości z rynku wtórnego nie sprzeda nieruchomości poniżej progu opłacalności. A więc, jeśli nie giełda, nie drożejąca w zawrotnym tempie waluta – zakup nieruchomości wydaje się dziś być najrozsądniejszą i najpewniejszą formą lokaty kapitału...
"Gratka", 12.12.2008
...Tak wiele, jak wiele jest biur pośrednictwa, tak różne mogą być - i są - zasady pracy z klientem. Jestem na rynku już 20 lat, i jeszcze nie spotkałam dwóch firm, pracujących identycznie w taki sam sposób. Każde biuro ma nieco inne standardy obsługi klienta, różnią nas umowy, sposoby pracy, wysokość wynagrodzenia. Ale najbardziej istotną różnicą, z punktu widzenia klienta, powinno być to - dla kogo, tak naprawdę pracuje zatrudniony przeze mnie pośrednik, i co dla mnie w ramach zamówionej usługi zrobi. Nie jest tak, jak mogłoby się wydawać laikowi, że skoro idę do pośrednika, to wszystko jedno gdzie, bo wszędzie jest TAK SAMO. To nie jest prawdą. Każdy klient, jako podstawowe kryterium, brane pod uwagę przy wyborze pośrednika uzna wyłącznie wysokość wynagrodzenia. Mało kto zada sobie pytanie - czy ten sam pośrednik, który będzie reprezentował MOJE INTERESY (np. sprzedającego) - za ściśle umówione wynagrodzenie, będzie przy tej, zleconej przeze mnie transakcji - reprezentował również interesy MOJEGO PRZECIWNIKA??? (np. kupującego), który też mu zapłaci wynagrodzenie (SIC!!!). Tak jest w wielu przypadkach. Ale wiele biur, w tym firma Lebiedź i Lebiedź, uznało, że nie da się w ten sposób pracować, ponieważ interesy kupującego i sprzedającego są na tyle rozbieżne (nawet totalnie przeciwne), że jeden pośrednik nie może uczciwie reprezentować obu stron tej samej transakcji, ponieważ jest to niemożliwe do wykonania. To tak, jakby w sądzie, i oskarżony, i powód - mieli tego samego adwokata. Niewykonalne. W wielu krajach, praktyki obsługiwania kupującego i sprzedającego w jednym biurze są prawnie zabronione. Do sytuacji takiej może dojść za pisemnie udzieloną zgodą obu stron, i wówczas, każda otrzymuje swojego własnego pośrednika, który dba o interes swojego klienta. W firmie Lebiedź i Lebiedź, klienci wybierają taką formę umowy, która, gwarantuje im, że podczas całego procesu sprzedaży, pośrednik będzie lojalnie reprezentował wyłącznie ich interes, że doradztwo świadczyć będzie wyłącznie na ich rzecz. Taka sytuacja jest jasna, i komfort pracy zupełnie inny. Wówczas, to sprzedający nie życzy sobie, aby strona "przeciwna' umowy - czyli kupujący - płacił wynagrodzenie pośrednikowi, ponieważ z takiego układu wynikałoby automatycznie zobowiązanie pośrednika do spełnienia usługi również i dla kupującego. Szczęśliwie, coraz więcej firm w Polsce zaczyna pracować właśnie w taki sposób. Nie jest to proste, żeby przestawić firmę na zupełnie inne tory. Ale jest wykonalne, a poziom świadczonych usług o niebo wyższy....
|
"Rzeczpospolita", luty 2009
...W połowie lutego 2009 możemy z całą pewnością zauważyć, że trudna sytuacja w gospodarce, w wielu przypadkach zasiliła rynek nieruchomości w prawdziwe okazje. Deweloperzy są bardziej skłonni do ustępstw. Banki coraz częściej ponawiają oferty kredytowania zakupu nieruchomości nawet do 100% wartości. Wielu sprzedających, stojących przed koniecznością spieniężenia swoich nieruchomości obniża ceny ofertowe, a obniżki te sięgają czasem nawet do 50% ceny oczekiwanej jeszcze pól roku temu. Kupujący może przebierać w ofertach. I może negocjować. Wielu inwestorów i graczy rynkowych wie doskonale, że to jest najbardziej właściwa chwila do inwestowania w nieruchomości. Dlatego też, dziwią mnie niektóre komentarze o dalszych „głębokich” spadkach cen nieruchomości. W niektórych wypowiedziach pojawiają się opinie o korekcie rynku rzędu 30-50%. Stwierdzenia takie mogą być uzasadnione jedynie w przypadku tych nieruchomości, które nadal wystawiane są przez właścicieli w astronomicznych cenach. Jednak w przypadku tych mieszkań, domów, czy gruntów, gdzie właściciele reagują elastycznie na zmiany koniunktury, gdzie cena wywoławcza obniżona została już o 30% (w skrajnych przypadkach o 50%) w stosunku do ceny sprzed roku - takich obniżek z pewnością nie będzie. Ani deweloper, ani właściciel nieruchomości z rynku wtórnego nie sprzeda nieruchomości poniżej progu opłacalności. A więc, jeśli nie giełda, nie drożejąca w zawrotnym tempie waluta – zakup nieruchomości wydaje się dziś być najrozsądniejszą i najpewniejszą formą lokaty kapitału...
|
"Forum rynku nieruchomości" - "Życie warszawy styczeń 2009
Styczeń każdego roku to były finalizacje umów zaawansowanych jeszcze w ostatnim kwartale poprzedniego roku. Ten styczeń jest inny. Transakcji praktycznie brak. To nie jest opinia jednostkowa, czyli zbudowana na podstawie wydarzeń w naszej firmie. Gdziekolwiek nie spojrzeć, zdanie pośredników jest takie samo: handlu nie ma. Wielu notariuszy, z którymi współpracujemy odnotowuje 40-50% mniejszy obrót, z powodu braku transakcji na rynku nieruchomości. O liczbach trudno mówić, gdy jedna z kancelarii obsługująca dość „dużą” firmę, w ciągu trzech miesięcy miała jeden akt notarialny sprzedaży przysporzony przez tę firmę. Prognozy??? Znowu podeprę się zdaniem kolegów-pośrednikówi (i swoim własnym, oczywiście): NIE MA OBECNIE ŻADNEGO POWODU, ABY NIERUCHOMOŚCI NIE KUPOWAĆ!!! · Ogromna ilość nieruchomości została „przeceniona” o kilkanaście, czasem kilkadziesiąt procent „w dół” (w przypadku konieczności szybkiej sprzedaży, mamy do czynienia nawet z przecenami rzędu 40-50% w dół) · Na rynku jest naprawdę wiele okazji. Banki liberalizują politykę kredytową. Są mieszkania o niebywale niskiej cenie za metr kwadratowy. Podobnie z działkami i domami. Inwestycje deweloperskie są tańsze. Dlatego, to właśnie teraz jest dobry czas na kupowanie nieruchomości. W jednej z wczorajszych publikacji pojawiło się stwierdzenie – że poniżej pewnej granicy nieruchomości NIE STANJEJĄ!!! To oczywista oczywistość. Jeśli dziś ktokolwiek twierdzi, że na wiosnę działki stanieją o 50% - niech może poda punkt odniesienia! W stosunku do czego te 50%? Do cen sprzed roku??? Do wyśrubowanych astronomicznych zeszłorocznych pobożnych życzeń?? Czy może do obecnie spotykanych już urealnionych cen??? Cudne są stwierdzenia: stanieje o 30-40%. I to klient czyta, analizuje Zapamiętuje. Ale ja pytam: W STOSUNKU DO CZEGO O 30-40%??? Przecież mamy już całą masę nieruchomości PRZECENIONYCH, i dalszy spadek o 50%, oznaczałby, w niektórych przypadkach, że mam zamiar sprzedaż ZA DARMO??? Czy za 10% procent wartości??? Ani deweloper, ani inny właściciel takiej, czy innej nieruchomości poniżej pewnego poziomu NIE ZEJDZIE, a więc nie ma co oczekiwać, że mieszkania w Warszawie kupimy na wiosnę za 1000 zł/m2, a działkę budowlaną za 100 zł/m2. Nie na wiosnę, ale już teraz, jeśli ktokolwiek ma zamiar kupić nieruchomość, niech rozpocznie od dokładnej analizy tematu. Niech poszuka. Policzy. Poszpera w danych sprzed roku. Stara prawda o inwestowaniu wtedy, gdy nikt inny tego nie robi – i tym razem się sprawdzi. Jeśli jest coś ciekawego, nie ma co czekać, bo okazja ma to do siebie – że jest okazją, i jeśli ktoś jej nie wykorzysta, zrobi to kto inny. A zgodnie z opiniami analityków rynku – aż takich cudów, tak głębokich przecen, o jakich się pisze, raczej nie ma co oczekiwać.Joanna Lebiedź
|
"Rzeczpospolita", listopad 2009
...Mieszkań deweloperskich, sprzedawanych z pierwszej ręki u pośredników jest jednak niewiele. Zdecydowanie więcej jest nowych ofert, które są odsprzedawane, więc pochodzą już z drugiej ręki – zauważa Joanna Lebiedź z agencji Lebiedź i Lebiedź. – Deweloperzy przeważnie mają swoje własne biura sprzedaży. Rachunek ekonomiczny jest prawdopodobnie taki sam: wydadzą pieniądze na swoje biuro i pensje pracowników albo na wynagrodzenie dla pośrednika, który nie musi od początku uczyć się sprzedawania, bo zajmuje się tym zawodowo.
--> Jak dodaje Joanna Lebiedź, w takich przypadkach biura pośrednictwa zajmują się sprzedażą od A do Z. – Jest to wygodna opcja dla dewelopera, bo to na nasze barki spada obowiązek prezentacji ofert, ustalania warunków transakcji, rezerwacji poszczególnych mieszkań, z podpisaniem umów rezerwacyjnych włącznie. Inwestor często poznaje kontrahenta dopiero, gdy otrzyma od nas umowę rezerwacyjną – tłumaczy Joanna Lebiedź. Jej zdaniem renomowane biuro pośrednictwa daje deweloperom dużą wartość dodaną, jaką jest uwiarygodnienie inwestora w oczach klienta. – Jest to ważne w przypadku mniej znanych inwestorów – uważa pośredniczka z Lebiedź i Lebiedź. I zastrzega, że deweloperskie lokale kupowane u pośredników nie są droższe od tych dostępnych bezpośrednio w biurach inwestorów. – Jeśli deweloper oddaje nieruchomość w ręce pośrednika, ten nie dodaje do jej ceny żadnego wynagrodzenia, bo byłoby to strzałem w kolano. Kupujący nie płaci więc pośrednikowi. Koszty sprzedaży ponosi deweloper – podkreśla Joanna Lebiedź. Według niej, kupując deweloperski lokal u pośrednika, można się czuć bezpiecznie. – Na pewno inwestycja jest prześwietlona. Sprawdzone są pozwolenia na budowę i inne dokumenty – np. te świadczące o własności nieruchomości. I co najważniejsze: pośrednik nie dopuści do takiego sformułowania umowy przedwstępnej, które stawiałoby którąkolwiek ze stron umowy w korzystniejszej sytuacji. Przypomnijmy sobie rok 2007, galopadę cen i często spotykany wówczas wśród deweloperów zwyczaj zrywania umów przedwstępnych, a następnie powtórne sprzedawanie tej samej nieruchomości za zupełnie inną cenę – wylicza pośredniczka z Lebiedź i Lebiedź. – Gdyby oferta dewelopera nie spełniła oczekiwań kupującego, biuro pośrednictwa może zaproponować inną ofertę, co jest kolejnym atutem....
|
"Rzeczpospolita", 28.12,2009
...Gwałtowny spadek transakcji, niewielu chętnych na domy i działki budowlane. W mijającym roku największym zainteresowaniem w Warszawie cieszyły się nieduże, najtańsze lokale. Ten rok nie był najlepszy, ale łatwiej było o negocjacje i okazje
Według Joanny Lebiedź, pośredniczki z agencji nieruchomości Lebiedź i Lebiedź, to był czarny rok rynku nieruchomości. – Kryzys, zapaść, brak kredytów, brak gotówki i – w niektórych przypadkach – ciągle wysokie ceny, zamykające się biura nieruchomości, pośrednicy poszukujący innego źródła dochodu – wylicza Joanna Lebiedź. Dodaje, że spadek liczby transakcji to w konsekwencji mniejsza liczba zawieranych aktów notarialnych. – To wszystko przekłada się na branżę budowlaną, na sprzedaż materiałów i usług. Wiele firm budowlanych przestaje istnieć, wiele ogłasza upadłość. Marazm to bardzo delikatne określenie na mijający rok – ocenia pośredniczka....
– Dna z pewnością nie osiągnęliśmy – uważa pośredniczka. Jednym z czynników jest strach banków przed udzielaniem kredytów. – Poprzeczka zdolności kredytowej jest na poziomie niedostępnym dla Kowalskiego. Procedury bankowe to gehenna wymagająca zarobków stanowiących wielokrotność średniej krajowej. Co z tego, że strony wynegocjują warunki, zawrą umowę przedwstępną, skoro banki nie udzielą kredytu? Nawet rozsądne, spadające ceny nieruchomości nie są więc czynnikiem, który mógłby uruchomić rynek – tłumaczy Joanna Lebiedź.
|
"Rzeczpospolita", 01.02.2010
– Umowa o najem okazjonalny ma być zawierana na czas oznaczony, nie dłuższy niż dziesięć lat – przypomina pośredniczka Joanna Lebiedź z agencji działkę w pobliżu planowanej obwodnicy czy z pogmatwanym stanem prawnym. Sprzedający mają zwyczaj nieinformowania o istotnych mankamentach oferty, np. o tym, że gruntdziałkę w pobliżu planowanej obwodnicy czy z pogmatwanym stanem prawnym. Sprzedający mają zwyczaj nieinformowania o istotnych mankamentach oferty, np. o tym, że gruntdziałkę w pobliżu planowanej obwodnicy czy z pogmatwanym stanem prawnym. Sprzedający mają zwyczaj nieinformowania o istotnych mankamentach oferty, np. o tym, że gruntnieruchomości Lebiedź i Lebiedź. Dodaje, że w ten sposób mogą być wynajmowane mieszkania, których właścicielami są osoby fizyczne nieprowadzące działalności w tym zakresie. Najem opodatkowany jest stałą zryczałtowaną stawką na poziomie 8,5 proc. – niezależnie od wysokości przychodu.
Przypomnijmy, najem okazjonalny regulują przepisy z 17 grudnia 2009 r. o zmianie ustawy o ochronie praw lokatorów. Prezydent ustawę podpisał 8 stycznia br.
Można eksmitować Umowa o najem okazjonalny daje właścicielom mieszkań możliwość eksmisji nierzetelnych najemców bez postępowania sądowego. Aby takie rozwiązanie było jednak możliwe, trzeba będzie spełnić kilka warunków. Załącznikiem do umowy powinno być oświadczenie najemcy – w formie aktu notarialnego – o poddaniu się ewentualnej egzekucji i zobowiązaniu do wyprowadzki z lokalu. Trzeba też sporządzić oświadczenie, w którym zostanie wskazany lokal, do którego miałby zostać eksmitowany najemca. Właściciel takiego lokalu powinien też dołączyć dokument mówiący o tytule prawnym pozwalającym mu na dysponowanie nim oraz o wyrażeniu zgody na zamieszkanie w nim najemcy. Takie oświadczenie powinno być poświadczone notarialnie.
Jak przypomina Joanna Lebiedź, o zawarciu takiej umowy trzeba powiadomić urząd skarbowy. Jeśli właściciel lokalu tego nie zrobi, przepisy o najmie okazjonalnym zostaną wyłączone na rzecz pełnej regulacji praw lokatorów. Oznacza to, że właścicielowi mieszkania może być trudno pozbyć się najemcy.
Pośrednicy zauważają, że nowe przepisy są korzystne dla właścicieli nieruchomości. – Dotychczas nie byli oni dostatecznie chronieni przed nieuczciwym najemcą. Aby go usunąć, trzeba było przeprowadzić postępowanie sądowe, a potem dopiero – eksmisję komorniczą – mówi pośrednik Cezary Szubielski, dyrektor żoliborskiego biura Krupa Nieruchomości. – Teraz procedura usunięcia najemcy staje się znacznie prostsza, wymaga jedynie nadania aktowi notarialnemu klauzuli wykonalności oraz złożenia go u komornika. Pomijamy również konieczność dowodzenia swoich racji przez właściciela – ocenia Cezary Szubielski.
Według Joanny Lebiedź nowe przepisy pomogą ograniczyć szarą strefę, czyli wynajmowanie mieszkań na czarno.
– Dużo korzystniejsze jest zgłoszenie wynajmu do urzędu skarbowego i odprowadzanie podatku niż brak możliwości pozbycia się niepłacącego lokatora – ocenia Joanna Lebiedź.
Kto przyjmie pod dach Jakie niedogodności wiążą się z nowymi przepisami? – Problemem może być uzyskanie zgody osoby trzeciej na przyjęcie pod dach eksmitowanego najemcy. Generalnie kłopotliwe może być też zgromadzenie wszelkich dokumentów i poświadczeń notarialnych, jakich wymaga ustawodawca – mówi Joanna Lebiedź.
|
O godz. 12 kurs franka szwajcarskiego wyniósł 3,73 zł, po porannym kolejnym rekordzie, gdy ok. godz. 8.20 trzeba było za niego płacić 3,76 zł.
Za dolara o godz. 12 trzeba było zapłacić 2,84 zł, czyli maksymalny kurs.
Euro o godz. 12 kosztowało 4,05 zł. W rekordowym momencie ok. godz. 8.30 osiągnęło 4,06 zł.
onet('adsGet1','main3-box');onet('adsGet2');onet('slotTest','3');
Według analityka Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska Marka Rogalskiego, przed poniedziałkowym otwarciem uspokoiła nastroje na rynku walut niedzielna telekonferencja ministrów finansów państw G7, po historycznym obniżeniu ratingu dla USA z AAA do AA+ przez Standard and Poor's.
Po telekonferencji poinformowano o zawarciu porozumienia w sprawie ewentualnych wspólnych interwencji na rynku walut, a także zaoferowania większej płynności rynkom finansowym. Przyznano też, iż zaufanie do dolara nie uległo zachwianiu - podkreślił Rogalski. Według niego, z tego powodu dolar nie traci aż tak znacząco, chociaż nie ma jeszcze informacji, by na rynku były obecne banki centralne.
|
(...) Pośredniczka Joanna Lebiedź z agencji Lebiedź i Lebiedź ocenia, że na wartości nie stracą grunty w mieście. Takiej pewności nie można jednak mieć w przypadku działek poza nim.
– Gminy uchwalają różne plany zagospodarowania. Jeśli okazałoby się, że nasza piękna działka pod lasem leży obok planowanej, powiedzmy, za 30 lat autostrady czy spalarni śmieci, jej wartość będzie już inna – tłumaczy Joanna Lebiedź. Według niej czas na inwestowanie w ziemię jest dziś jednak bardzo dobry, bo ceny wielu działek znacznie spadły. Nie ma jednak co liczyć, że za 100–200 tys. zł znajdziemy działkę na obrzeżach Warszawy.
–– Za tyle możemy szukać parceli w okolicach Modlina, Płońska czy Zakroczymia. Generalnie trzeba się nastawić na odległość 40 – 50 km od centrum miasta – mówi pośredniczka . Joanna Lebiedź z agencji Lebiedź i Lebiedź ocenia, że na wartości nie stracą grunty w mieście. Takiej pewności nie można jednak mieć w przypadku działek poza nim.– Gminy uchwalają różne plany zagospodarowania. Jeśli okazałoby się, że nasza piękna działka pod lasem leży obok planowanej, powiedzmy, za 30 lat autostrady czy spalarni śmieci, jej wartość będzie już inna – tłumaczy Joanna Lebiedź. Według niej czas na inwestowanie w ziemię jest dziś jednak bardzo dobry, bo ceny wielu działek znacznie spadły. Nie ma jednak co liczyć, że za 100–200 tys. zł znajdziemy działkę na obrzeżach Warszawy.
Joanna Lebiedź ocenia, że grunty powinny być jeszcze tańsze. – Jeśli ktoś za 1 tys. mkw. gruntu w Łomiankach żąda ok. 500 – 600 tys. zł, a obok na podobnej działce deweloper sprzedaje dom bez podłóg i białego montażu za 600 – 700 tys. zł, to trzeba nie mieć zdrowego rozsądku, aby wybrać goły plac zamiast praktycznie gotowego domu – podkreśla pośredniczka.(...)
|
"Rzeczpospolita", 22 luty 2010
(...) Marzeniem znacznej części naszego społeczeństwa jest, aby o obecnym załamaniu na rynku nieruchomości, podobnie, jak o dotkliwie nam panującej zimie, można było wreszcie zacząć mówić w czasie przeszłym. Na pewno zapaść, z jaką mamy do czynienia od końca 2007 roku jest najgłębszym kryzysem rynku nieruchomości od ponad dwudziestu lat. Oba poprzednie załamania koniunktury (2000/2001, a wcześniej 1992/93) trwały krócej, a korekty cen były niższe. Przede wszystkim jednak, o nich możemy mówić w czasie przeszłym. W 2007 roku, kryzys dopadł cały sektor gospodarki, związany bezpośrednio, bądź pośrednio z nieruchomościami. Ten kryzys różni się od poprzednich tym, że spadamy z ogromnej wysokości. Przed jego nastaniem mieliśmy do czynienia z rozległą paniką i masowym wykupem nieruchomości w owczym pędzie, co w konsekwencji wywindowało ceny do astronomicznego poziomu . Niedługo potem doszły ogromne problemy z dostępnością kredytów – i ( używając terminologii motoryzacyjnej) już nawet nie zaciągamy hamulca, ale mamy wrzucony wsteczny bieg. Sprzedający nie mogą sprzedać, więc albo obniżają ceny, albo pozostają właścicielami swoich nieruchomości. Kupujący nie dostają kredytów, a więc nie kupują. Banki nie udzielają kredytów, a więc nie zarabiają na ich udzielaniu. Notariuszom znacząco spada ilość aktów notarialnych kupna/sprzedaży nieruchomości. Pośrednicy nie mają ruchu, wielu zamyka dobrze dotąd prosperujące, znane i szanowane biura obrotu nieruchomościami. Deweloperzy borykają się ze sprzedażą dawno ukończonych inwestycji, co blokuje im rozpoczęcie kolejnych. Firmy budowlane nie budują, ponieważ nie mają zleceń, a niektóre są likwidowane. Sprzedawcy materiałów budowlanych mają pełno towaru na składzie i bardzo mało zainteresowanych jego kupnem. Firmy transportujące towar czekają na zlecenia . I tak, wszystko, co związane z budowlanką i nieruchomościami – tkwi sobie w zapaści i czeka. Z coraz większą niecierpliwością wypatrując końca tego chocholego tańca ogólnej niemocy w nieruchomościach i marzy, aby o obecnym, naprawdę dotkliwym kryzysie dało się - podobnie, jak o tegorocznej zimie i śniegu – mówić już tylko w czasie przeszłym. (...)
|
|
| |  |